Temat nie nowy i wałkowany niejednokrotnie na łamach prasy, ale i tak warto przypomnieć.
Jestem świadkiem wykroczenia, powiadamiam Straż Miejską (w tym akurat przypadku), przekazuję zdjęcia z tego zdarzenia. Do tej pory zabiera mi to tyle czasu, ile powinno -- tyle, że następnie: jestem wezwany już oficjalnie jako świadek do Straży Miejskiej celem złożenia zeznań. Tu leci pół godziny na spisanie dokładnie tego, co już raz powiedziałem, a także mojej pracy, stanowiska, danych osobowych, przygotowaniu wniosku do sądu, gdzie ponownie będę wezwany i znowu stracę czas.
Sprawa ważna, ale tu akurat marginalna, po co informacje o tym gdzie pracuję i na jakim stanowisku? Czy sąd będzie brał zeznania pielęgniarki bardziej serio niż zeznania spawacza? Ta nadgorliwość (być może wyłącznie w procedurach) do wyciągania surrealistycznych dla sprawy danych jest niepokojąca.
Dlaczego zamiast przesłania do mnie -- jako do świadka -- formularza, który miałbym wypełnić i odesłać muszę absolutnie koniecznie osobiście stawić się w komendzie SM? Dlaczego to ja muszę się podpisywać pod wnioskiem do sądu, a nie może tego zrobić z urzędu SM? Czemu w ogóle mam stawiać się w sądzie w przypadku wykroczenia (trzeci raz złożone zeznanie jest w jakiś cudowny sposób bardziej ważkie niż to złożone po raz pierwszy)?
Jedno wielko marnotrastwo czasu, niby SM ma komputery, ale cała procedura jest jak wyjęta z XV wieku (pismo tu, pismo tam). Jestem więc niejako karany za to, że miałem to szczęście wykazać się tzw. obywatelską postawą (oczywiście, ostatni raz).
Żeby rozłożyć państwo nie trzeba od razu podkładać bomb w stacjach metra, wystarczy w tryby państwowości dodawać takiego obezwładniającego gulaszu -- wszystko powolutku, wszystko z mozołem, z pieczątką, podpisem, z nadludzkim wysiłkiem. A mamy obecnie około pół milionową armię, której zadaniem jest właśnie tworzenie takich grzęzawisk.
Nie oburzam się na konkretne osoby, bo takie są przepisy, które tworzą co prawda konkretni ludzie, ale tychże ludzi wybieramy już wszyscy. Większość Polaków opowiada się za bylejakością, no to ją mamy.
Thursday, July 28, 2011
Monday, July 11, 2011
08: Najlepszy parking — ścieżka rowerowa
Z długiej listy pod tytułem "nie da się" jedno z medalowych miejsc zajmuje oczywiście parkowanie samochodów -- m.in. na ścieżkach rowerowych. Są tu trzy czynniki -- bezczelni kierowcy, którzy po prostu parkują jak wlezie, bo oni są najważniejsi, a to (z definicji) anuluje wszelkie przepisy. Drugi czynnik, to SM, która chyba tylko z nazwy jest miejska, bo nie orientuje się (bądź nie chce), gdzie znajdują się w mieście "punkty zapalne", tj. takie, gdzie na pewno przepisy będą łamane (klasyk z samego centrum, to Cinema City). No i trzeci czynnik, to MZD, któremu się wydaje, że jak podzieli chodnik na część z kostki i asfaltu, to jest to dla wszystkich oczywiste, że to ciąg pieszy oraz rowerowy (odpowiednio).
Poniżej wersja rozszerzona parkingu samochodowego (ul. Kościuszki, przed kompleksem m.in. z restauracją Herbowa):
Zgłosiłem to rzecz jasna SM, może i incydentalnie odniosło to skutek, ale czemu takie miejsca nie są wręcz wymiatane?
Poniżej wersja rozszerzona parkingu samochodowego (ul. Kościuszki, przed kompleksem m.in. z restauracją Herbowa):
Numer rejestracyjny: CT 8151A
Numer rejestracyjny: CT 4542F
Numer rejestracyjny: CT 3457E
Zgłosiłem to rzecz jasna SM, może i incydentalnie odniosło to skutek, ale czemu takie miejsca nie są wręcz wymiatane?
Tuesday, June 28, 2011
28: Miasto rozdaje parkingi
Jakoś tak się grawitacja układa w pobliżu prywatnych posesji, że nie sposób samochodem wjechać przez bramę. Z naturą kierowca nie wygra, więc ogół kierowców zostawia samochody na podjazdach lub wprost na ulicy tuż pod domem -- w obu przypadkach właściciel samochodu jest prywatny, natomiast zawłaszczana część miasta, publiczna.
Co mnie niejako dziwi -- prez.Zaleski kreuje się na świetnego menadżera, podpierając się (obecnie mniej, bo nie ma potrzeby) wieloletnim doświadczeniem w prezesowaniu MSM. Czy nie pamięta już, że spółdzielnia płaciła miastu za użytkowane grunty (przynajmniej mam taką nadzieję)? Wolne tereny miejskie nie spadają z nieba, więc jak to jest, że za postój na terenie spółdzielni mieszkaniec płaci, a mieszkaniec w np. domku jednorodzinnym otrzymuje analogiczny postój jako, nie wiem, bonus do domku. W nagrodę za dobre sprawowanie?
Jak to się ma do równego traktowania wszystkich obywateli? Sytuacja do tej pory była już mocno nienormalna, ale MZD poszedł dalej.
Tu gdzie obecnie widnieją już miejsca postojowe były do niedawna trawniki (wyjeżdżone przez kierowców). Zamiast zrekultywować je i wymusić na kierowcach parkowanie na własnych posesjach (w końcu kierowcy łaski nikomu nie robią, a jak komuś za ciężko bramę otwierać, albo tak się obstawił, że nie może nawet wjechać na swój własny teren, to jego, a nie miasta, problem) MZD za pieniądze podatników -- czyli nas wszystkich -- zafundowało prywatno-publiczne parkingi. Gdzie praworządność (w końcu podejrzenie o sprzyjanie pewnej grupie społecznej jest jak najbardziej zasadne) i gdzie gospodarność? Czy MZD to prywatny folwark, czy instytucja publiczna?
Tyle o MZD. Na koniec kilka słów o SM. Jakoś tak się składa, że gdziekolwiek bym nie stanął w Toruniu bez problemu dostrzegam łamanie prawa, natomiast SM snuje się (mam taką przynajmniej nadzieję, bo bardzo rzadko widzę jakikolwiek patrol) po Toruniu i ma z tymże dostrzeganiem poważny problem. Deficyt chęci, czy brak witamin? W każdym razie wystarczyło obrócić się o 90 stopni i oto biedaczek, który chciał przenocować pod krzaczkiem (ul. PCK):
Co mnie niejako dziwi -- prez.Zaleski kreuje się na świetnego menadżera, podpierając się (obecnie mniej, bo nie ma potrzeby) wieloletnim doświadczeniem w prezesowaniu MSM. Czy nie pamięta już, że spółdzielnia płaciła miastu za użytkowane grunty (przynajmniej mam taką nadzieję)? Wolne tereny miejskie nie spadają z nieba, więc jak to jest, że za postój na terenie spółdzielni mieszkaniec płaci, a mieszkaniec w np. domku jednorodzinnym otrzymuje analogiczny postój jako, nie wiem, bonus do domku. W nagrodę za dobre sprawowanie?
Jak to się ma do równego traktowania wszystkich obywateli? Sytuacja do tej pory była już mocno nienormalna, ale MZD poszedł dalej.
Miejsca postojowe w prezencie dla mieszkańców domków przy ul. Dekerta.
Tu gdzie obecnie widnieją już miejsca postojowe były do niedawna trawniki (wyjeżdżone przez kierowców). Zamiast zrekultywować je i wymusić na kierowcach parkowanie na własnych posesjach (w końcu kierowcy łaski nikomu nie robią, a jak komuś za ciężko bramę otwierać, albo tak się obstawił, że nie może nawet wjechać na swój własny teren, to jego, a nie miasta, problem) MZD za pieniądze podatników -- czyli nas wszystkich -- zafundowało prywatno-publiczne parkingi. Gdzie praworządność (w końcu podejrzenie o sprzyjanie pewnej grupie społecznej jest jak najbardziej zasadne) i gdzie gospodarność? Czy MZD to prywatny folwark, czy instytucja publiczna?
Tyle o MZD. Na koniec kilka słów o SM. Jakoś tak się składa, że gdziekolwiek bym nie stanął w Toruniu bez problemu dostrzegam łamanie prawa, natomiast SM snuje się (mam taką przynajmniej nadzieję, bo bardzo rzadko widzę jakikolwiek patrol) po Toruniu i ma z tymże dostrzeganiem poważny problem. Deficyt chęci, czy brak witamin? W każdym razie wystarczyło obrócić się o 90 stopni i oto biedaczek, który chciał przenocować pod krzaczkiem (ul. PCK):
Numer rejestracyjny: CT 2185A
28: Jeszcze jest — zieleń
Stawy między Świętopełka a Batorego to prawdziwa perełka. W Toruniu, który cierpi na brak jezior i stawów, dobre i takie maleństwa (kiedyś takich oczek było więcej w Toruniu, no, ale osuszanie "nieużytków" to priorytetowy program narodu). Nie wiem jakim człowiekiem trzeba być, aby nie zachwycić się wchodząc na tereny, kawałek dalej jest nieznośnie ruchliwa ul. Kościuszki, a tu zieleń, woda, przyroda w pełnej krasie:
Czyż nie piękne? Ale to może być ostatnie wspomnienie po tych terenach -- a to za sprawą prez.Zaleskiego i władz miejskich, które opętańczo forsują rozwój osobowego ruchu samochodowego (na tych terenach planowana jest tzw. trasa średnicowa). Ponoć dróg mamy za mało, za mało też samochodów, a tutaj dekady temu zaprojektowano drogę. Nie chcę za mocno wypominać przeszłości naszemu prezydentowi, ale o ideologach systemu komunistycznego, którzy jak raz przyspawali się do jakiejś idei, tak za nic nie chcieli przyjąć do wiadomości zmian jakie przyniosło życie, mówiono "beton partyjny". Dziś (jedynie słusznej) partii nie ma, ale bezrefleksyjne przyspawanie do zakurzonych pomysłów najwyraźniej jest żywe.
Ze szkodą dla Torunia. Stawom nie pomogą najlepsze ekrany ochronne, jeśli powstanie tu droga, jako miejsce wypoczynkowe te tereny zostaną zredukowane do zera. A można przecież inaczej, tworząc i sprawną sieć transportową (autobusy, rowery, ruch pieszy, samochody) przeplatając go właśnie z takimi zakątkami -- obecnie ich właśnie Toruniowi brakuje.
Jednak Torunianie są z zamiłowania samochodziarzami i popierają politykę prez.Zaleskiego. Cóż, uroki demokracji. Pozostaje udać się na pożegnalny spacer nad stawy, dopóki jeszcze nie wjechały tu buldożery.
Czyż nie piękne? Ale to może być ostatnie wspomnienie po tych terenach -- a to za sprawą prez.Zaleskiego i władz miejskich, które opętańczo forsują rozwój osobowego ruchu samochodowego (na tych terenach planowana jest tzw. trasa średnicowa). Ponoć dróg mamy za mało, za mało też samochodów, a tutaj dekady temu zaprojektowano drogę. Nie chcę za mocno wypominać przeszłości naszemu prezydentowi, ale o ideologach systemu komunistycznego, którzy jak raz przyspawali się do jakiejś idei, tak za nic nie chcieli przyjąć do wiadomości zmian jakie przyniosło życie, mówiono "beton partyjny". Dziś (jedynie słusznej) partii nie ma, ale bezrefleksyjne przyspawanie do zakurzonych pomysłów najwyraźniej jest żywe.
Ze szkodą dla Torunia. Stawom nie pomogą najlepsze ekrany ochronne, jeśli powstanie tu droga, jako miejsce wypoczynkowe te tereny zostaną zredukowane do zera. A można przecież inaczej, tworząc i sprawną sieć transportową (autobusy, rowery, ruch pieszy, samochody) przeplatając go właśnie z takimi zakątkami -- obecnie ich właśnie Toruniowi brakuje.
Jednak Torunianie są z zamiłowania samochodziarzami i popierają politykę prez.Zaleskiego. Cóż, uroki demokracji. Pozostaje udać się na pożegnalny spacer nad stawy, dopóki jeszcze nie wjechały tu buldożery.
24: Zawrót głowy wokół rynku
Rynek zlokalizowany przy Szosie Chełmińskiej. Niby nic, ale nawet specjalnie nie trzeba szukać, aby "ucieszyć się" następującym obrazkiem:
Na pierwszym planie widzimy arcy-genialną parę stojaków rowerowych (nie jest to jedyna taka para), którą znienacko zaatakowała latarnia wciskając się między stojaki. No i proszę, MZD chciał dobrze, ale te wredne latarnie...
A drugi kamyczek do ogródka służb miejskich to samochody na drugim tle. Ich kierowcy łamią przepisy parkując na dziko. No, ale Straż Miejska nie patroluje tego terenu, bowiem kto by pomyślał, że plac targowy jest tłumnie nawiedzany przez kierowców.
Dwie niespodzianki w jednym.
Na pierwszym planie widzimy arcy-genialną parę stojaków rowerowych (nie jest to jedyna taka para), którą znienacko zaatakowała latarnia wciskając się między stojaki. No i proszę, MZD chciał dobrze, ale te wredne latarnie...
A drugi kamyczek do ogródka służb miejskich to samochody na drugim tle. Ich kierowcy łamią przepisy parkując na dziko. No, ale Straż Miejska nie patroluje tego terenu, bowiem kto by pomyślał, że plac targowy jest tłumnie nawiedzany przez kierowców.
Dwie niespodzianki w jednym.
22: Epokowe osiągnięcia MZD
Ulica Podgórna. Odcinek od ul. Wiązowej do ul. Grudziądzkiej (wg Google Maps odległość ok. 380 m). Zadanie -- położenie nowej nawierzchni. Czas wykonania? Detal, 9-10 miesięcy.
Wycięto "przy okazji" drzewa (z perspektywy zdjęcia po lewej stronie), czarny asfalt to jest to. Nie zająknięto się nawet o ścieżce rowerowej, nie mówiąc już o zmianach bardziej strukturalnych, jak zmianie Podgórnej i Lelewela w ulice jednokierunkowe (co sensownie harmonizowałoby z ulicą Kościuszki), dzięki czemu obie ulice zostałyby uspokojone.
Tyle czasu i raptem na chodnikach jest nowa kostka, a na ulicy nowy asfalt. WOW! Dla perspektywy, jak można wyczytać na Wikipedii, 150 lat temu, budując odcinek kolei do Przełęczy Ticlio (na wysokości ponad 4km nad poziomem morza) przebito 62 tunele o łącznej długości 6 km (z czego najdłuższy tunel w litej skale o długości 1.2km), wybudowano 30 mostów i wiaduktów. W czasie porównywalnym do czasu MZD. I to wszystko bez komórek, ciepłych obiadków żony, dojazdu do pracy samochodem, ciężarówek transportujących materiały. Dzieło polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego.
A wiedzą Państwo czego jeszcze nie mieli "drogowcy" w Peru? Toruńskiego MZD.
Ale nie problem największy w gamoniowatości MZD (czy jak to określić), problem w tym, że co 4 lata Torunianie mają możliwość skończenia z tą amatorszczyzną, i co 4 lata (mimo narzekań) twardo decydują, że jakość usług świadczonych przez MZD jest super. Super! No to jak super, to super... budujmy dalej.
Wycięto "przy okazji" drzewa (z perspektywy zdjęcia po lewej stronie), czarny asfalt to jest to. Nie zająknięto się nawet o ścieżce rowerowej, nie mówiąc już o zmianach bardziej strukturalnych, jak zmianie Podgórnej i Lelewela w ulice jednokierunkowe (co sensownie harmonizowałoby z ulicą Kościuszki), dzięki czemu obie ulice zostałyby uspokojone.
Tyle czasu i raptem na chodnikach jest nowa kostka, a na ulicy nowy asfalt. WOW! Dla perspektywy, jak można wyczytać na Wikipedii, 150 lat temu, budując odcinek kolei do Przełęczy Ticlio (na wysokości ponad 4km nad poziomem morza) przebito 62 tunele o łącznej długości 6 km (z czego najdłuższy tunel w litej skale o długości 1.2km), wybudowano 30 mostów i wiaduktów. W czasie porównywalnym do czasu MZD. I to wszystko bez komórek, ciepłych obiadków żony, dojazdu do pracy samochodem, ciężarówek transportujących materiały. Dzieło polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego.
A wiedzą Państwo czego jeszcze nie mieli "drogowcy" w Peru? Toruńskiego MZD.
Ale nie problem największy w gamoniowatości MZD (czy jak to określić), problem w tym, że co 4 lata Torunianie mają możliwość skończenia z tą amatorszczyzną, i co 4 lata (mimo narzekań) twardo decydują, że jakość usług świadczonych przez MZD jest super. Super! No to jak super, to super... budujmy dalej.
Monday, June 27, 2011
22: Bo mogę
Ot, taki przykładzik klasycznego chamstwa (tutaj z ulicy Staszica) -- "nie zastawiać bramy" to mało, więc do kompletu trzeba było zatarasować chodnik. Bo i czemu miałby się kierowca stresować? Straż Miejska mandatu nie wystawi, więc można wszystko.
Numer rejestracyjny: CG 42447
Subscribe to:
Posts (Atom)