UM Torunia przeprowadza ankietę w sprawie zmian na Bulwarze Filadelfijskim. Trudno powiedzieć, na ile głosy mieszkańców zostaną wysłuchane, ale lepiej wziąć w niej udział, żeby przynajmniej nie dać pretekstu urzędnikom do typowej samowoli. Późniejsze protestowanie jest zdecydowanie bardziej uciążliwe, niż wypełnienie ankiety.
Ankieta UM.
Sunday, October 9, 2011
Thursday, October 6, 2011
07: Może być gorzej
Kiedy wpadam w kolejną dziurę w drodze, kiedy po raz kolejny nie mogę się dodzwonić na numer alarmowy, chciałbym pocieszyć się, że teraz może być już tylko lepiej, bo gorzej być nie może. Ten humorystyczny bon-mot często można usłyszeć z ust Rodaków, ale niestety -- może być gorzej:
Siedem lat rządów socjalistów przyniosło gwałtowny wzrost bezrobocia i zadłużenia, napięcia narodowościowe, frustracje i rozczarowanie młodych ludzi. Statystyki są miażdżące. Od 2004 r. liczba bezrobotnych zwiększyła się z 2 mln 200 tys. do 4 mln 600 tys.; stopa bezrobocia wśród młodzieży z 24 do 43 proc.; dług wobec wierzycieli zagranicznych z 718 mln dol. do blisko 2,5 mld; dług publiczny z 46 do 74 proc.; deficyt budżetowy z 0,3 do ponad 9 proc. ("Uważam Rze", 2011-06-06/12).
To o Hiszpanii, którą jeszcze niedawno w Polsce pokazywano jako wzór kraju nowoczesnego, o dynamicznym rozwoju. W Polsce na pozór nie jest tak źle, ale rzecz w tym, że każdy balansujący bankrut nie wygląda "aż tak źle" tuż przed kolapsem. Nie jest tak źle, ale chociażby porównanie do II RP -- Polski sprzed prawie wieku -- wypada na niekorzyść Polski współczesnej.
Zmarnowano już 22 lata -- lata każdego z nas, lata, których nikt nam nie odda. Tymczasem chciałbym wreszcie doczekać w Polsce zdjęcia urzędniczego gorsetu (obecnie półmilionowa armia na utrzymaniu osób pracujących), rozwoju kolei, porządnych dróg i ścieżek rowerowych, sprawnie działającej policji, która zajmowałaby się bandytyzmem, a nie portalami internetowymi, a nade wszystko wolności słowa.
Nie widzę partii, która łączyłaby szacunek dla pojedynczego człowieka, z troską o długofalowe bezpieczeństwo Polaków jako społeczeństwa, a jednocześnie takiej, która ma szansę przebić się przez obecny oszukańczy mechanizm wyborczy. Ale to nie znaczy, że nie idę na wybory -- nie mam jeszcze takiej amnezji, aby nie pamiętać jaka partia (SLD) uderzyła w oszczędności Polaków nowym podatkiem. Nie mam takiej amnezji, aby nie pamiętać, jaka partia (PO) podwyższyła podatki, doprowadziła do chaosu na kolei i która bezczynnie przypatrywała się jak zabijają się kolejne osoby związane z tzw. sprawą Olewnika.
Można oczywiście czekać na idealnych rycerzy w lśniących zbrojach, ale nie cofną oni czasu i nie zatrzymają oni upadku Polski, który dzieje się już dziś. Dlatego stawiam na partię (PiS), która obniżyła podatki, która jako jedyna przyczyniła się do ujawienia sprawców ww. sprawy Olewnika, która zdobyła środki na budowę nowych dróg i rozpoczęła ich realizację. To nie jest opinia, takie są fakty.
Na lepsze czasy, wolnorynkowe, uczciwe, bez natręctw "polityki prorodzinnej", "sprawiedliwości społecznej" przyjdzie jednak poczekać. Ale nie doczekamy ich, jeśli nie zrobimy pierwszego kroku w kierunku normalności.
Siedem lat rządów socjalistów przyniosło gwałtowny wzrost bezrobocia i zadłużenia, napięcia narodowościowe, frustracje i rozczarowanie młodych ludzi. Statystyki są miażdżące. Od 2004 r. liczba bezrobotnych zwiększyła się z 2 mln 200 tys. do 4 mln 600 tys.; stopa bezrobocia wśród młodzieży z 24 do 43 proc.; dług wobec wierzycieli zagranicznych z 718 mln dol. do blisko 2,5 mld; dług publiczny z 46 do 74 proc.; deficyt budżetowy z 0,3 do ponad 9 proc. ("Uważam Rze", 2011-06-06/12).
To o Hiszpanii, którą jeszcze niedawno w Polsce pokazywano jako wzór kraju nowoczesnego, o dynamicznym rozwoju. W Polsce na pozór nie jest tak źle, ale rzecz w tym, że każdy balansujący bankrut nie wygląda "aż tak źle" tuż przed kolapsem. Nie jest tak źle, ale chociażby porównanie do II RP -- Polski sprzed prawie wieku -- wypada na niekorzyść Polski współczesnej.
Zmarnowano już 22 lata -- lata każdego z nas, lata, których nikt nam nie odda. Tymczasem chciałbym wreszcie doczekać w Polsce zdjęcia urzędniczego gorsetu (obecnie półmilionowa armia na utrzymaniu osób pracujących), rozwoju kolei, porządnych dróg i ścieżek rowerowych, sprawnie działającej policji, która zajmowałaby się bandytyzmem, a nie portalami internetowymi, a nade wszystko wolności słowa.
Rok 2007, spot wyborczy Platformy Obywatelskiej -- 4 zmarnowane lata.
Nie widzę partii, która łączyłaby szacunek dla pojedynczego człowieka, z troską o długofalowe bezpieczeństwo Polaków jako społeczeństwa, a jednocześnie takiej, która ma szansę przebić się przez obecny oszukańczy mechanizm wyborczy. Ale to nie znaczy, że nie idę na wybory -- nie mam jeszcze takiej amnezji, aby nie pamiętać jaka partia (SLD) uderzyła w oszczędności Polaków nowym podatkiem. Nie mam takiej amnezji, aby nie pamiętać, jaka partia (PO) podwyższyła podatki, doprowadziła do chaosu na kolei i która bezczynnie przypatrywała się jak zabijają się kolejne osoby związane z tzw. sprawą Olewnika.
Można oczywiście czekać na idealnych rycerzy w lśniących zbrojach, ale nie cofną oni czasu i nie zatrzymają oni upadku Polski, który dzieje się już dziś. Dlatego stawiam na partię (PiS), która obniżyła podatki, która jako jedyna przyczyniła się do ujawienia sprawców ww. sprawy Olewnika, która zdobyła środki na budowę nowych dróg i rozpoczęła ich realizację. To nie jest opinia, takie są fakty.
Na lepsze czasy, wolnorynkowe, uczciwe, bez natręctw "polityki prorodzinnej", "sprawiedliwości społecznej" przyjdzie jednak poczekać. Ale nie doczekamy ich, jeśli nie zrobimy pierwszego kroku w kierunku normalności.
Friday, September 30, 2011
30: Brak działania przynosi owoce
Polska jest krajem w małym stopniu obywatelskim -- mamy inżynierów, lekarzy, sportowców, kasjerki, hutników, itd. ale nie mamy obywateli. Nie mamy, bo "nie chce mi się", nie mamy, bo "to i tak nic nie da". Pierwsze wyznanie jest szczere, drugie jest tylko wymówką -- działanie przynosi efekty, ale brak działania także. Można się przekonać o tym w krajach byłego Związku Sowieckiego -- te kraje w jeszcze większym stopniu niż Polska cierpią na zanik postaw obywatelskich. I jak zawsze w takich przypadkach kontrolę przejmują najgorsze szumowiny, a chamstwo święci swoje tryumfy -- bo cwaniakom i prostakom, o dziwo, zawsze się chce.
My jeszcze (!) nie mamy problemu z kierowcami jeżdzącymi masowo po chodnikach, ale możemy mieć jeśli nadal będziemy tak pasywni jak do tej pory. Sprawy nie rozwiążą grupki kilku aktywnych osób.
O porządek we własnym mieście, we własnym kraju zadbać musimy MY WSZYSCY. Nikt inny bowiem za nas tego nie zrobi -- jeżeli tego nie zrobimy tak jak ogród zarasta chwastami, tak swoją biernością w końcu zdegradujemy i miasta i cały kraj do poziomu śmietnika. W którym nikomu nie będzie się dobrze żyło, ale na który wszyscy zasłużyli.
Ładne, można pozazdrościć, ale samo się nie zrobiło:
My jeszcze (!) nie mamy problemu z kierowcami jeżdzącymi masowo po chodnikach, ale możemy mieć jeśli nadal będziemy tak pasywni jak do tej pory. Sprawy nie rozwiążą grupki kilku aktywnych osób.
O porządek we własnym mieście, we własnym kraju zadbać musimy MY WSZYSCY. Nikt inny bowiem za nas tego nie zrobi -- jeżeli tego nie zrobimy tak jak ogród zarasta chwastami, tak swoją biernością w końcu zdegradujemy i miasta i cały kraj do poziomu śmietnika. W którym nikomu nie będzie się dobrze żyło, ale na który wszyscy zasłużyli.
Ładne, można pozazdrościć, ale samo się nie zrobiło:
Thursday, September 15, 2011
15: Teraz JOW!
Można tylko pozazdrościć demokratycznym krajom, gdzie obywatele wybierają bezpośrednio parlamentarzystów, a nie całe partie. W Polsce mamy partiokrację (a nie demokrację) i w efekcie dana posłanka, czy poseł czuje się przede wszystkim odpowiedzialna wobec prezesa partii, a nie swoich wyborców. W końcu poprzez polski tygiel wyborczy, nie wiadomo, kto ją wybrał, ale wiadomo bardzo dokładnie kto ją umieścił na liście wyborczej.
Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, to oczywiście jedynie krok na drodze budowy cywilizowanego demokratycznego państwa, ale krok bardzo ważny. To od nich bowiem zależy "jakość" polityków, a od polityków -- kształt państwa. Chociażby w takim aspekcie, czy będziemy żyli w zdrowych miastach, czy marketo-fabrykach.
Bez rewolucji, chciałbym Państwu zaproponować z okazji wyborów akcję "Teraz JOW", której celem jest przypomnienie politykom o JOW-ach. Nie wymaga właściwie żadnego zaangażowania!
Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, to oczywiście jedynie krok na drodze budowy cywilizowanego demokratycznego państwa, ale krok bardzo ważny. To od nich bowiem zależy "jakość" polityków, a od polityków -- kształt państwa. Chociażby w takim aspekcie, czy będziemy żyli w zdrowych miastach, czy marketo-fabrykach.
Bez rewolucji, chciałbym Państwu zaproponować z okazji wyborów akcję "Teraz JOW", której celem jest przypomnienie politykom o JOW-ach. Nie wymaga właściwie żadnego zaangażowania!
Friday, August 12, 2011
12: Granice szaleństwa
Drobna refleksja przed weekendem -- wczoraj jechałem z Wrzosów do samego centrum Torunia. Szybko, bez przestojów, rzecz jasna rowerem. Mogłem przy okazji obserwować "naturalne" utykanie samochodów co skrzyżowanie aż do mega korka ciągnącego się gdzieś zapewne od mostu.
Toruń ma pecha z tym pojedynczym mostem, bo i władze miasta i mieszkańcy uwierzyli szczerze, że samochody to najlepszy środek transportu, a korki to wina mostu. Będzie drugi most, znikną korki. Tymczasem wszystko co się stanie, to nowe drogi napędzą iluzję swobody ruchu, co napędzi transport samochodowy, dzięki czemu wszyscy kierowcy utkną w nowych korkach.
Ciekawi mnie bardziej, jakie drogi wyobraża sobie w Toruniu prezydent Zaleski? Czy tak ma wyglądać Toruń?
Kiedy nastąpi w końcu oświecenie, iż nie da się wcisnąć w ograniczoną przestrzeń miejską tylu samochodów, ilu kierowców miałoby zachciankę. Tzw. korki są istotą osobowego ruchu samochodowego, a nie efektem ubocznym, a zatłoczone ulice nie są wyznacznikiem postępu.
Toruń nie jest takim potentatem gospodarczym, aby stać nas było na drogie eksperymenty, czas najwyższy wziąć przykład z Europy Zachodniej i postawić na transport, który współgra z miastem, a nie stoi z nim w sprzeczności.
Toruń ma pecha z tym pojedynczym mostem, bo i władze miasta i mieszkańcy uwierzyli szczerze, że samochody to najlepszy środek transportu, a korki to wina mostu. Będzie drugi most, znikną korki. Tymczasem wszystko co się stanie, to nowe drogi napędzą iluzję swobody ruchu, co napędzi transport samochodowy, dzięki czemu wszyscy kierowcy utkną w nowych korkach.
Ciekawi mnie bardziej, jakie drogi wyobraża sobie w Toruniu prezydent Zaleski? Czy tak ma wyglądać Toruń?
Kiedy nastąpi w końcu oświecenie, iż nie da się wcisnąć w ograniczoną przestrzeń miejską tylu samochodów, ilu kierowców miałoby zachciankę. Tzw. korki są istotą osobowego ruchu samochodowego, a nie efektem ubocznym, a zatłoczone ulice nie są wyznacznikiem postępu.
Toruń nie jest takim potentatem gospodarczym, aby stać nas było na drogie eksperymenty, czas najwyższy wziąć przykład z Europy Zachodniej i postawić na transport, który współgra z miastem, a nie stoi z nim w sprzeczności.
Dlaczego u "nich" można, a u nas się nie da? Może to nie pojedynczy most stoi na przeszkodzie, ale mentalność toruńskich władz miasta?
Thursday, July 28, 2011
28: Odmęty biurokracji
Temat nie nowy i wałkowany niejednokrotnie na łamach prasy, ale i tak warto przypomnieć.
Jestem świadkiem wykroczenia, powiadamiam Straż Miejską (w tym akurat przypadku), przekazuję zdjęcia z tego zdarzenia. Do tej pory zabiera mi to tyle czasu, ile powinno -- tyle, że następnie: jestem wezwany już oficjalnie jako świadek do Straży Miejskiej celem złożenia zeznań. Tu leci pół godziny na spisanie dokładnie tego, co już raz powiedziałem, a także mojej pracy, stanowiska, danych osobowych, przygotowaniu wniosku do sądu, gdzie ponownie będę wezwany i znowu stracę czas.
Sprawa ważna, ale tu akurat marginalna, po co informacje o tym gdzie pracuję i na jakim stanowisku? Czy sąd będzie brał zeznania pielęgniarki bardziej serio niż zeznania spawacza? Ta nadgorliwość (być może wyłącznie w procedurach) do wyciągania surrealistycznych dla sprawy danych jest niepokojąca.
Dlaczego zamiast przesłania do mnie -- jako do świadka -- formularza, który miałbym wypełnić i odesłać muszę absolutnie koniecznie osobiście stawić się w komendzie SM? Dlaczego to ja muszę się podpisywać pod wnioskiem do sądu, a nie może tego zrobić z urzędu SM? Czemu w ogóle mam stawiać się w sądzie w przypadku wykroczenia (trzeci raz złożone zeznanie jest w jakiś cudowny sposób bardziej ważkie niż to złożone po raz pierwszy)?
Jedno wielko marnotrastwo czasu, niby SM ma komputery, ale cała procedura jest jak wyjęta z XV wieku (pismo tu, pismo tam). Jestem więc niejako karany za to, że miałem to szczęście wykazać się tzw. obywatelską postawą (oczywiście, ostatni raz).
Żeby rozłożyć państwo nie trzeba od razu podkładać bomb w stacjach metra, wystarczy w tryby państwowości dodawać takiego obezwładniającego gulaszu -- wszystko powolutku, wszystko z mozołem, z pieczątką, podpisem, z nadludzkim wysiłkiem. A mamy obecnie około pół milionową armię, której zadaniem jest właśnie tworzenie takich grzęzawisk.
Nie oburzam się na konkretne osoby, bo takie są przepisy, które tworzą co prawda konkretni ludzie, ale tychże ludzi wybieramy już wszyscy. Większość Polaków opowiada się za bylejakością, no to ją mamy.
Jestem świadkiem wykroczenia, powiadamiam Straż Miejską (w tym akurat przypadku), przekazuję zdjęcia z tego zdarzenia. Do tej pory zabiera mi to tyle czasu, ile powinno -- tyle, że następnie: jestem wezwany już oficjalnie jako świadek do Straży Miejskiej celem złożenia zeznań. Tu leci pół godziny na spisanie dokładnie tego, co już raz powiedziałem, a także mojej pracy, stanowiska, danych osobowych, przygotowaniu wniosku do sądu, gdzie ponownie będę wezwany i znowu stracę czas.
Sprawa ważna, ale tu akurat marginalna, po co informacje o tym gdzie pracuję i na jakim stanowisku? Czy sąd będzie brał zeznania pielęgniarki bardziej serio niż zeznania spawacza? Ta nadgorliwość (być może wyłącznie w procedurach) do wyciągania surrealistycznych dla sprawy danych jest niepokojąca.
Dlaczego zamiast przesłania do mnie -- jako do świadka -- formularza, który miałbym wypełnić i odesłać muszę absolutnie koniecznie osobiście stawić się w komendzie SM? Dlaczego to ja muszę się podpisywać pod wnioskiem do sądu, a nie może tego zrobić z urzędu SM? Czemu w ogóle mam stawiać się w sądzie w przypadku wykroczenia (trzeci raz złożone zeznanie jest w jakiś cudowny sposób bardziej ważkie niż to złożone po raz pierwszy)?
Jedno wielko marnotrastwo czasu, niby SM ma komputery, ale cała procedura jest jak wyjęta z XV wieku (pismo tu, pismo tam). Jestem więc niejako karany za to, że miałem to szczęście wykazać się tzw. obywatelską postawą (oczywiście, ostatni raz).
Żeby rozłożyć państwo nie trzeba od razu podkładać bomb w stacjach metra, wystarczy w tryby państwowości dodawać takiego obezwładniającego gulaszu -- wszystko powolutku, wszystko z mozołem, z pieczątką, podpisem, z nadludzkim wysiłkiem. A mamy obecnie około pół milionową armię, której zadaniem jest właśnie tworzenie takich grzęzawisk.
Nie oburzam się na konkretne osoby, bo takie są przepisy, które tworzą co prawda konkretni ludzie, ale tychże ludzi wybieramy już wszyscy. Większość Polaków opowiada się za bylejakością, no to ją mamy.
Monday, July 11, 2011
08: Najlepszy parking — ścieżka rowerowa
Z długiej listy pod tytułem "nie da się" jedno z medalowych miejsc zajmuje oczywiście parkowanie samochodów -- m.in. na ścieżkach rowerowych. Są tu trzy czynniki -- bezczelni kierowcy, którzy po prostu parkują jak wlezie, bo oni są najważniejsi, a to (z definicji) anuluje wszelkie przepisy. Drugi czynnik, to SM, która chyba tylko z nazwy jest miejska, bo nie orientuje się (bądź nie chce), gdzie znajdują się w mieście "punkty zapalne", tj. takie, gdzie na pewno przepisy będą łamane (klasyk z samego centrum, to Cinema City). No i trzeci czynnik, to MZD, któremu się wydaje, że jak podzieli chodnik na część z kostki i asfaltu, to jest to dla wszystkich oczywiste, że to ciąg pieszy oraz rowerowy (odpowiednio).
Poniżej wersja rozszerzona parkingu samochodowego (ul. Kościuszki, przed kompleksem m.in. z restauracją Herbowa):
Zgłosiłem to rzecz jasna SM, może i incydentalnie odniosło to skutek, ale czemu takie miejsca nie są wręcz wymiatane?
Poniżej wersja rozszerzona parkingu samochodowego (ul. Kościuszki, przed kompleksem m.in. z restauracją Herbowa):
Numer rejestracyjny: CT 8151A
Numer rejestracyjny: CT 4542F
Numer rejestracyjny: CT 3457E
Zgłosiłem to rzecz jasna SM, może i incydentalnie odniosło to skutek, ale czemu takie miejsca nie są wręcz wymiatane?
Subscribe to:
Posts (Atom)


